Wy nie wiecie, a ja wiem...

Tygodnika Przegląd education
Wy nie wiecie, a ja wiem...
Nie ma co się oburzać, wszak wszystko już było, azali z ław szkolnych nie znamy tego passusu: „Obywatelu – rzekł wówczas polubownie Miętus – czyście oszaleli? Dlaczego szczekacie, wy i wasza żona? Mamy jak najlepsze intencje. – Na dźwięk tego wyrażenia »obywatel« szczekanie ozwało się z potrójną siłą”? W „Ferdydurke” chłopi udają psy, bo młodych mieszczuchów biorą za urzędników, których wizyty kojarzą im się wyłącznie z kolejnymi dotkliwościami przysparzanymi przez państwo. Problem w tym, że posłanka opozycji, która dała głos w parlamencie, w jakimś tam sensie państwo reprezentuje, zaszczekała zaś bezpośrednio do wicepremiera i ministra obrony narodowej. Tłumacząc się potem, rzekła, iż to jedyny język, który jest dla rządu zrozumiały. Posłanka Ch. zapewne wie, jak rozmawiać trzeba z psem, poznała język psi i nie zawahała się go użyć. Pytanie tylko, czy posłanka użyła szczeknięć parlamentarnych, czy też obelżywych – tu już do rozpoznania trzeba zatrudnić kynologa behawiorystę. To, że polska polityka zeszła na psy, jest rzeczą wiadomą, wypada się dziwić, że dopiero teraz z ław sejmowych jęły się dobywać pierwsze nieśmiałe szczeknięcia. Oburzenie ratlerczym performansem posłanki PiS zdaje się trącić hipokryzją, skoro od dawna koalicje Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową. Post Wy nie wiecie, a ja wiem... pojawił się poraz pierwszy w Przegląd .

Podobne artykuły