Jak nie rozumieć protestów
Jest jak zawsze: wujowie i politycy (i ich media) opowiedzą nam „prawdziwą prawdę” o genezie protestów we Francji i w innych krajach Europy, tak jakby realny „pusty” kapitalizm z jego konsekwencjami nie istniał. W jak głupi i nieuczciwy sposób podpiął się pod te interpretacje (a może nawet był ich awangardą) polski premier – to już inna historia. Trwające ponad miesiąc protesty we Francji rozpoczęli licealiści i licealistki, żądając lepszej szkoły dla siebie. W wyniku tradycyjnie złych decyzji neoliberalnego rządu Macrona edukacja jest w zapaści. Szkoły nie są remontowane, nauczyciele są zwalniani, uczniowie widzą, że edukacja przestaje być drogą do dobrego życia, a staje się fikcją, o czym głośno nie wolno mówić. Do tych protestów dołączają kolejne grupy społeczne, skrajnie niezadowolone z polityki skazującej je na życie poniżej podstawowych oczekiwań. Dołączają też młodzi z legendarnych przedmieść, drugie lub trzecie pokolenie urodzonych we Francji, dla których francuski jest pierwszym językiem, ale… nie są „biali”. Dynamika protestów jest znana, gniew wybucha w niekontrolowany sposób, ale koncentrowanie się mediów na aktach zniszczenia służy stygmatyzacji demonstrantów i wymazaniu postulatów – zaczyna się lament nad zbitymi szybami luksusowych sklepów, bez wątpienia dobrze ubezpieczonych. Cierpienia całych grup społecznych nie wywołują żadnych reakcji, ale kilka spalonych starych cegieł – światowe oburzenie sytych. Królują obrazy pokazujące, jak ci, którym niczego nie brakuje, piją wino i jedzą kolację obok płonących barykad. To oni mają symbolizować „prawdziwą Francję”. Kiedy policja niezwykle brutalnie tłumiła i rozbijała pierwsze, pokojowe manifestacje, głosów przeciw tej przemocy nie było słychać – co innego, jak pękają szyby i płoną ulice. Państwo odpowiedziało na Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową. Post Jak nie rozumieć protestów pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.